motoartsci

Toyota Verossa VR25 – sedan, który chciał być driftowozem i nie przepraszał za wygląd

Niektóre samochody zyskują status kultowych, ponieważ były doskonałe. Inne – bo były kontrowersyjne. Toyota Verossa VR25 nie mieści się w żadnej z tych kategorii. To auto tak bardzo wymyka się klasyfikacjom, że aż fascynuje. Japoński sedan klasy średniej, który z jednej strony miał ambicje limuzyny, z drugiej – serce sportowca, a wszystko to zapakowane w jedno z najbardziej osobliwych nadwozi, jakie kiedykolwiek wyszły spod ręki Toyoty. Niektórym przypomina rekina, innym rozmazaną kreskówkę – ale pod tą dziwaczną maską kryje się coś wyjątkowego. Coś, co sprawia, że Verossa VR25 zasługuje na miejsce w galerii najbardziej niedocenionych dziwadeł początku XXI wieku.

Auto, które nie pasowało do własnej marki

Toyota wypuściła Verossę na rynek japoński w 2001 roku jako następczynię modeli Chaser i Cresta. To był moment przejściowy – epoka, w której klasyczne sedany zaczynały przegrywać z minivanami i SUV-ami, a jednocześnie Japończycy nie chcieli całkowicie porzucić idei tylnonapędowych limuzyn. Verossa miała wypełnić tę lukę. Była nowoczesna w założeniu, miała przyciągać młodszych klientów, oferować bardziej dynamiczny wizerunek i przełamać stylistyczną nudę segmentu. Problem w tym, że… przełamała ją z hukiem.

Stylistyka auta była na tyle kontrowersyjna, że nawet w Japonii, gdzie gusta bywają bardzo odważne, Verossa wzbudzała konsternację. Przód auta przypominał skrzyżowanie karpia koi z rozgniewanym rekinem młotem – z wielkim grillem w kształcie klepsydry i reflektorami przypominającymi wyłupiaste oczy. Tył był bardziej stonowany, ale całość wyglądała, jakby została zaprojektowana przez kilku różnych stylistów, którzy nigdy się nie spotkali. Samochód był długi, wysoki i wąski, co dodawało mu dodatkowej dozy… dziwności.

Ale najważniejsze w tej całej układance nie było to, jak Verossa wyglądała, lecz jakie miała serce. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa opowieść.

Turbo, sześć cylindrów i napęd na tył

Verossa dostępna była w kilku wariantach silnikowych, z których większość stanowiły stosunkowo spokojne jednostki R6 o pojemności dwóch lub dwóch i pół litra. Jednak istniała jedna wersja, która zupełnie odcinała się od pozostałych – oznaczona jako VR25. I to właśnie ten wariant sprawia, że o Verossie w ogóle warto dziś mówić.

Pod maską VR25 pracował dobrze znany i uwielbiany przez fanów japońskiej motoryzacji silnik 1JZ-GTE – rzędowa szóstka o pojemności 2.5 litra z pojedynczym turbosprężarką. Ten sam silnik napędzał Toyoty Chaser, Mark II czy Soarera. W wersji montowanej w Verossie rozwijał około 280 koni mechanicznych – zgodnie z japońskim „gentlemen’s agreement”, które ograniczało deklarowaną moc aut sportowych – choć realnie było ich więcej. Moment obrotowy przekraczał 370 Nm i był dostępny już od niskich obrotów, co dawało autu bardzo solidną elastyczność.

Verossa VR25 oferowana była z klasyczną pięciobiegową manualną skrzynią biegów i – co równie ważne – z napędem na tylne koła. W efekcie mieliśmy do czynienia z limuzyną, która prowadziła się jak sportowe coupe, a dzięki mocnemu turbo i solidnej konstrukcji szybko zyskała uznanie w środowisku japońskich tunerów i drifterów.

Była mniej oczywista niż Silvia czy Skyline, ale miała ogromny potencjał. Jej nadwozie, mimo dziwacznej estetyki, było dobrze wyważone, a rozkład masy i zawieszenie oparte na podzespołach z Mark II pozwalały na naprawdę precyzyjne prowadzenie. Verossa była autem, które wyglądało jak księgowy, ale miało duszę boksera.

Zapomniana ikona parkingów w shizuoce

Toyota produkowała Verossę tylko przez trzy lata – od 2001 do 2004 roku. Choć oferowała rewelacyjne właściwości jezdne, nowoczesne rozwiązania i niezawodne silniki, jej wygląd przesądził o komercyjnej porażce. Japońscy klienci nie byli gotowi na aż tak śmiały design, a europejscy importerzy nawet nie próbowali wprowadzać jej na rynek.

W efekcie Verossa, szczególnie w wersji VR25, stała się autem bardzo rzadkim, ale jednocześnie fascynującym. Zaczęła zyskiwać popularność na japońskich parkingach nocnych spotów w Nagoi i Shizuoce. Tam, gdzie driftowcy i street racerzy wymieniali się częściami, Verossa stawała obok bardziej znanych modeli i – mimo wyglądu – zbierała ukłony.

Z czasem zaczęto tworzyć na jej bazie auta stricte do jazdy bokiem. 1JZ to silnik idealny do tuningu, a tylni napęd i dobra baza zawieszeniowa sprawiły, że Verossa VR25 stała się ulubionym projektem tych, którzy nie chcieli wyglądać jak wszyscy. Jej dziwność stała się jej zaletą.

W świecie, gdzie wszystko wygląda tak samo, Verossa była oryginalna. I za to zaczęto ją cenić.

Driftowóz w przebraniu limuzyny

Dziś Toyota Verossa VR25 to jeden z tych modeli, które budzą uśmiech i niedowierzanie. Dla jednych to brzydkie kaczątko, które nigdy nie zamieniło się w łabędzia. Dla innych – unikatowy, tylnonapędowy sedan z turbodoładowaną rzędową szóstką, który oferuje więcej frajdy niż niejeden hot hatch.

Na rynku japońskim egzemplarze VR25 są coraz trudniejsze do znalezienia, a ceny powoli zaczynają iść w górę. Wersje z manualem i oryginalnym 1JZ to dziś łakomy kąsek dla importerów i kolekcjonerów JDM-ów. Choć minęło ponad 20 lat od premiery, Verossa wciąż pozostaje fenomenem – nieoczywistym, dziwnym, ale wspaniałym.

To właśnie takie samochody sprawiają, że motoryzacja nie jest tylko zbiorem danych technicznych, ale opowieścią. Toyota Verossa VR25 to opowieść o odwadze, pomyłkach i geniuszu jednocześnie. Samochód, który nie pasował nigdzie – i dlatego zasługuje na uwagę wszędzie.

SZHARE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Szukasz porady w sprawie klasyka? Skontaktuj się z naszą redakcją MotoArtyści.pl

Administratorem Twoich danych osobowych będzie motoartysci.pl. Będziemy przetwarzać Twoje dane osobowe w celu nawiązania z Tobą kontaktu w związku ze złożonym zgłoszeniem. Masz prawo żądania dostępu do treści swoich danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do wyrażenia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania Twoich danych, a także prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w Polityce Prywatności.