Lata 60. były czasem, kiedy motoryzacja miała więcej wspólnego z szyciem garniturów na miarę niż z masową produkcją. Na włoskich drogach królowały auta, które były tak samo dziełem sztuki, jak i środkiem transportu. W tym świecie narodziło się Maserati Mexico – samochód, który w elegancji nie ustępował Astonowi Martinowi DB6, w prędkości potrafił dogonić Ferrari 330 GT 2+2, a przy tym oferował coś unikalnego: dyskretny, arystokratyczny szyk, zarezerwowany dla prawdziwych koneserów.
Triumf w Meksyku i projekt Vignale
Historia Mexico zaczęła się od zwycięstwa Maserati w Grand Prix Meksyku w 1966 roku, gdzie Pedro Rodríguez triumfował w Maserati 250F. Aby uczcić ten sukces i podkreślić włoski rodowód na tle międzynarodowych tryumfów, nowy model nazwano właśnie Mexico. Jego nadwozie zaprojektowała słynna Carrozzeria Vignale pod kierownictwem Alfredo Vignale – mistrza harmonii linii i proporcji.
Pierwszy prototyp pokazano w 1965 roku na salonie w Turynie. Był zbudowany na bazie Maserati 5000 GT – egzotycznego gran turismo opartego na podzespołach wyścigowych. Ten rodowód wyścigowy został jednak przystrojony w luksusowe szaty – projekt Vignale był czysty, elegancki i klasycznie włoski, z subtelnymi chromami i smukłym profilem.
Silnik – wyścigowe DNA na drogach
Pod maską Maserati Mexico krył się silnik, który miał wyścigowe korzenie. Początkowo oferowano V8 o pojemności 4.2 litra (4200) z czterema gaźnikami Weber, generujący około 260 KM. W późniejszych latach pojawiła się także mocniejsza jednostka 4.7 l (290 KM).
Mimo swoich luksusowych aspiracji Mexico nie był leniwym krążownikiem. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmowało mu około 7 sekund, a prędkość maksymalna wynosiła ponad 230 km/h – wartości w pełni konkurencyjne z Ferrari i Astonem tamtych lat.
Silnik współpracował z 5-biegową skrzynią ZF (opcjonalnie automatyczną Borg-Warner), a dźwięk tego V8 – głęboki, rasowy, typowo włoski – dodawał mu charakteru, jakiego próżno szukać u konkurencji.
Luksus we włoskim stylu
Mexico był samochodem czteroosobowym, ale jego wnętrze bardziej przypominało salonik w Mediolanie niż kabinę samochodu. Skórzane fotele Connolly, ręcznie szyte przeszycia, drewniana deska rozdzielcza i zegary Jaeger tworzyły atmosferę luksusu. Samochód był przestronny, cichy i komfortowy – idealny dla przemierzania włoskich autostrad z prędkościami powyżej 200 km/h w absolutnym spokoju.
Zawieszenie, z niezależnym układem z przodu i sztywną osią tylną na resorach piórowych, zapewniało pewność prowadzenia, ale Mexico nigdy nie udawał samochodu stricte sportowego – to było prawdziwe gran turismo.
Rzadkość, którą znają tylko wtajemniczeni
Maserati wyprodukowało zaledwie 482 egzemplarze Mexico – co czyni go jednym z najrzadszych GT lat 60. Wersja 4200 była pierwszą i najbardziej klasyczną odsłoną modelu, podczas gdy późniejsze 4700 dodawały więcej mocy, ale też wprowadzały delikatne zmiany stylistyczne.
Dziś Mexico jest samochodem dla koneserów. Nie jest tak krzykliwy jak Ferrari, nie jest tak „filmowy” jak Aston Martin, ale dla znawców ma jedną ogromną zaletę: jest wyjątkowy. Na aukcjach osiąga ceny od około 120–150 tysięcy euro, choć egzemplarze w perfekcyjnym stanie potrafią przekroczyć tę granicę.
Włoskie GT z duszą lat 60.
Maserati Mexico 4200 to esencja epoki: luksusowy samochód dla ludzi sukcesu, zaprojektowany przez najlepszych stylistów, napędzany silnikiem wywodzącym się z torów wyścigowych. To auto, które potrafiło zabrać właściciela z Mediolanu do Paryża szybciej niż pociąg i w większym stylu niż cokolwiek innego na drodze.
Nie jest tak znane jak Ferrari 275 GTB czy Aston Martin DB5, ale właśnie w tym tkwi jego urok. Mexico to samochód, który nie potrzebuje rozgłosu – on mówi sam za siebie.