motoartsci

Kabriolet to absurd. I dlatego go potrzebujesz

Są rzeczy w życiu, które mają sens. I są kabriolety.

Kupowanie auta bez dachu w kraju, w którym pogoda działa na zmianę jak zły DJ na weselu – trochę słońca, trochę deszczu, a w tle ciągłe narzekanie – to akt czystego szaleństwa. To tak, jakbyś kupił lodówkę do namiotu albo wybrał się na ryby w kąpielówkach w listopadzie. Ale właśnie dlatego… właśnie dlatego to ma sens. Kabriolet to nie zakup, to manifest. To środkowy palec wystawiony prosto w stronę rozsądku, kalkulacji i spreadsheetów.

Nie kupujesz go, bo Ci się opłaca. Kupujesz, bo masz w sobie ten głos, który mówi: „a może jednak, do cholery… może jednak zaryzykować trochę radości?”. I kiedy raz tego spróbujesz – kiedy usiądziesz za kierownicą, złożysz dach i poczujesz na karku ciepło słońca zmieszane z zapachem wiosennego asfaltu – już po Tobie. Jesteś stracony. I ocalony jednocześnie.

Weźmy na przykład taką Mazdę MX-5 NA. Na papierze – śmiech na sali. Sto koni. Z tyłu miejsca tyle, co w lodówce turystycznej. Dźwięk silnika? Taki, jakbyś próbował podgrzać wodę czajnikiem na baterie. Ale wystarczy zakręt. Jeden. I nagle wszystko inne przestaje istnieć. W tej małej, lekko trzeszczącej skrzynce bez dachu odkrywasz, że nie potrzebujesz więcej. Nie musisz nikomu niczego udowadniać. Nie jesteś ani szybki, ani imponujący, ale jesteś wolny. MX-5 to nie jest samochód, którym zaparkujesz przed klubem. To samochód, którym wyjedziesz o zachodzie słońca bez celu i bez mapy. Bo droga sama Ci wszystko powie.

A co, jeśli chcesz czegoś z większą masą, z bardziej soczystym „klak” przy zamykaniu drzwi, z tym klasycznym uczuciem, że świat Cię już nie goni? Wsiądź do Mercedesa SL R129 i nagle poczujesz, że życie płynie w innym tempie. W tym aucie czas nie płynie – on się snuje. Płynnie, dostojnie, jak dym z kubańskiego cygara. Przyciskasz przycisk, dach się składa z gracją baletnicy, a Ty – niczym emerytowany James Bond – rozciągasz się w fotelu z jasnej skóry i myślisz: „tak, teraz jest dobrze”. SL nie służy do wrażeń. On służy do kontemplacji. To samochód, który w pełni zrozumie tylko ten, kto przestał się ścigać – z innymi, z czasem, z życiem. On już wszystko wie. I nie musi mówić tego głośno.

A potem… potem wchodzi on. Chrysler Sebring Convertible. Oto samochód, z którego śmiali się wszyscy. Auto, które w Polsce można spotkać na 22-calowych felgach, z daszkiem Monster Energy na desce rozdzielczej i spaloną folią chrom na lusterkach. Ale wiesz co? Właśnie dlatego ten samochód tu pasuje. Bo jest wolny od oczekiwań. Nikt nie spojrzy na Ciebie z podziwem – i to jest jego największa zaleta. Wsiadasz, odpalasz silnik, który brzmi jakby miał permanentnego kaca, zjeżdżasz dach i… śmiejesz się. Ze świata. Z siebie. Z całej tej napompowanej, poważnej motoryzacji, w której wszystko musi mieć sens, metrykę, przeszłość, rodowód. Sebring ma Cię w nosie. I może dlatego właśnie daje Ci więcej radości niż większość SUV-ów, które kosztują trzy razy tyle i nie potrafią dostarczyć ani jednej emocji więcej niż pralka automatyczna.

Bo kabriolet to nie tylko forma. To przekonanie, że czasem warto wyjść z domu bez parasola. Że warto zaryzykować deszcz, żeby poczuć słońce. Że czasem nonsens jest najlepszym wyborem, jakiego możesz dokonać.

I wie to każdy, kto raz zaryzykował. Michał Sadcza z AutoStany, człowiek, który na co dzień analizuje auta z chłodną precyzją, sam sprowadził dla siebie Mercedesa A124 Cabrio z 1993 roku – i mówi o tym tak, że czujesz, jakby właśnie wrócił z przejażdżki, której nigdy nie zapomni:

„Sprowadziłem swojego A124 z 1993 roku z USA i nie zamieniłbym go na żadne inne auto. To nie jest samochód – to stan ducha. Jeżdżę nim, bo kocham każdą minutę z otwartym dachem. Nawet jak wieje, nawet jak wiem, że mogłem kupić coś bardziej praktycznego. Ale ten Mercedes daje mi coś, czego nie da żadne nowe auto – poczucie wolności, stylu i emocji, których nie da się wyliczyć w Excelu. A przy okazji to świetna inwestycja – ale to już tylko bonus.”

I tu właśnie wracamy do sedna. Kabriolet to absurd. To akt wiary. To emocja. A emocje są ostatnią rzeczą, która nas jeszcze odróżnia od świata pełnego ekranów dotykowych i przewidywalności.

Jeśli więc w tym roku coś w Tobie mówi „a może jednak…”, to nie uciszaj tego głosu. Posłuchaj. Zrób coś, co nie ma sensu. Kup sobie trochę wiatru. Otwórz dach. I pozwól życiu trochę z ciebie zadrwić – na własnych warunkach.

Bo są rzeczy, które musisz mieć. Ale kabriolet to coś, co musisz poczuć.

SZHARE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Szukasz porady w sprawie klasyka? Skontaktuj się z naszą redakcją MotoArtyści.pl

Administratorem Twoich danych osobowych będzie motoartysci.pl. Będziemy przetwarzać Twoje dane osobowe w celu nawiązania z Tobą kontaktu w związku ze złożonym zgłoszeniem. Masz prawo żądania dostępu do treści swoich danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do wyrażenia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania Twoich danych, a także prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w Polityce Prywatności.