Model z historią, który zasłużył na uwagę
Honda wprowadziła model Prelude w 1978 roku jako bardziej stylową, osobistą alternatywę dla Accorda. W założeniu miał to być samochód o nieco bardziej sportowym charakterze, ale nie stricte sportowy. Eleganckie coupé z technologicznymi ambicjami, skierowane do kierowców, którzy oczekiwali komfortu, wyjątkowego stylu i nuty dynamiki.
Dziś wszystkie generacje Prelude mają swoją wartość, ale to właśnie trzecia i czwarta uważane są za najbardziej charakterystyczne i rozpoznawalne youngtimery tej serii. To one zdobyły serca kierowców w Japonii, USA i Europie – dzięki unikalnemu połączeniu nowoczesnej techniki, świetnego prowadzenia i wyrazistej stylistyki.
Trzecia generacja – kanciasty styl, chowane reflektory i układ 4WS
W 1987 roku zadebiutowała trzecia generacja Hondy Prelude. To był samochód charakterystyczny dla swojej epoki: kanciaste nadwozie, nisko osadzone, chowane reflektory, szeroki pas tylny z przeszklonym elementem. Linie karoserii przypominały raczej koncepcyjny prototyp niż typowy model drogowy.
Jedną z najbardziej innowacyjnych cech był układ czterech skrętnych kół (4WS), dostępny od 1987 roku. Wersje z tym systemem wyróżniały się doskonałą zwrotnością i stabilnością przy wyższych prędkościach. Na parkingu Prelude z 4WS zawracało niemal w miejscu.
Pod maską znajdowały się silniki 1.8 i 2.0 – w zależności od rynku: SOHC lub DOHC, z wielopunktowym wtryskiem paliwa. W Europie najczęściej spotykany był silnik B20A, osiągający od 109 do 137 KM. Skrzynie biegów: 5-biegowa manualna lub 4-stopniowy automat.
Zawieszenie: niezależne na wszystkie koła, z przodu kolumny MacPhersona, z tyłu wahacze wleczone. Auto prowadziło się stabilnie, a w wersji DOHC z 4WS – zaskakująco pewnie, nawet przy dynamicznej jeździe.
Czwarta generacja – dojrzała linia i VTEC pod maską
W 1991 roku pojawiła się czwarta generacja. Tym razem Honda postawiła na bardziej opływowe kształty, zrezygnowano z chowanych reflektorów. Sylwetka stała się bardziej sportowa, ale też mniej koncepcyjna. To był już samochód o bardziej dojrzałej tożsamości.
Największą różnicę robiła jednak gama silników. Na szczycie znajdował się legendarny H22A – 2.2 litra DOHC VTEC, osiągający nawet 190 KM. Były też wersje z jednostkami B20A i B21A1.
Samochód zyskał też nową platformę z szerszym rozstawem kół, co poprawiło prowadzenie. Nadal oferowano system 4WS (elektroniczny), a w standardzie lub opcji pojawiały się elementy takie jak ABS, klimatyzacja, elektryka szyb i luster, a nawet poduszki powietrzne – zależnie od rynku.
Prowadzenie, które zostaje w pamięci
Honda Prelude IV generacji prowadziła się nisko, precyzyjnie i stabilnie. Kierownica pracowała lekko, ale z wyczuciem, zawieszenie dobrze trzymało tor jazdy. To nie była hothatchowa zrywnosć, tylko bardziej dopracowana, płynna dynamika z charakterem auta GT. Wersje z VTEC-em potrafiły jednak wywołać uśmiech u kierowcy w odpowiednim zakresie obrotów.
A co z pozostałymi generacjami?
Pierwsze dwie generacje Prelude mają wartość historyczną, ale są rzadko spotykane, zwłaszcza na rynku europejskim. To ciekawe, kolekcjonerskie auta, ale nie miały tak wyrazistego charakteru technicznego ani stylistycznego, jak późniejsze modele.
Z kolei piąta generacja (1996–2001) była nowoczesna i mocna, ale stylistycznie odbiegała od klasycznej linii youngtimera. Dziś dla wielu fanów pozostaje już bardziej współczesnym klasykiem niż rasowym youngtimerem.
Właśnie dlatego to trzecia i czwarta generacja najpełniej oddają ducha tej serii – są najbardziej rozpoznawalne, technologicznie śmiałe i wizualnie spójne.
Prelude dziś – trudny do znalezienia, ale warty szukania
Dziś trzecią i czwartą generację coraz trudniej znaleźć w dobrym stanie. Największy problem to korozja progów, nadkoli i podwozia. Oryginalne egzemplarze z niezniszczonym wnętrzem i seryjnym zawieszeniem stają się coraz rzadsze.
Na rynku japońskim wciąż można trafić na bardzo dobrze zachowane egzemplarze. Świadomi klienci szukają wersji SiR z H22A lub rzadkich konfiguracji kolorystycznych i tapicerek.
Michał Sadcza, analityk zakupowy AutoStany:
„Prelude IV generacji z Japonii to dziś ciekawa propozycja dla kogoś, kto szuka klasyki z duszą, ale nie chce jeszcze inwestować fortuny. Egzemplarze w dobrym stanie pojawiają się na aukcjach, często z przebiegami poniżej 100 tys. km. To samochód, który warto zachować w oryginalnej specyfikacji.”