Historia modelu Audi 100 była swoistym aktem odwagi. Ludwig Kraus, główny inżynier Audi, stworzył ten projekt w tajemnicy przed zarządem Volkswagena, który wtedy kontrolował markę. Kraus nie chciał, by Audi stało się kolejną „przybudówką” VW produkującą nudne małe auta. Jego ambicją było przywrócenie Audi wyższej klasy i prestiżu.
Audi 100 sedan odniósł ogromny sukces, przekraczając oczekiwania rynkowe i dając marce nową pewność siebie. Na tej fali zrodził się pomysł stworzenia wersji Coupé — eleganckiej, dynamicznej, bardziej emocjonalnej.
Niemiecka forma z włoską duszą
Choć oficjalnie design powstał w Ingolstadt, trudno nie dostrzec inspiracji włoską szkołą projektowania — Bertone, Pininfarina, Giugiaro. Sylwetka Audi 100 Coupé S z długą maską i smukłą, fastbackową linią przywołuje na myśl Fiata Dino Coupé czy nawet Astona Martina DBS.
W latach 70. takie auta były wyrazem pewnego hedonizmu. Były robione dla ludzi, którzy kochali podróżować — niekoniecznie szybko, ale z klasą. Właśnie dlatego Coupé S miało obszerne, przeszklone wnętrze, które wpuszczało dużo światła, tworząc prawdziwie relaksującą atmosferę.
Kompromis między komfortem a sportem
Pod maską znajdował się czterocylindrowy, rzędowy silnik 1.9 o mocy 115 KM. Dziś nie wydaje się to dużo, ale wtedy pozwalało na osiągi zbliżone do wielu droższych konkurentów.
Moment obrotowy wynoszący około 162 Nm dostępny był przy 3500 obr./min, co dawało całkiem elastyczną charakterystykę jazdy. Napęd na przednie koła — odważny ruch, który wyróżniał Audi na tle konkurencji stawiającej na klasyczny napęd tylny.
Podwozie było przemyślane — kolumny MacPhersona z przodu, belka skrętna z tyłu. W praktyce oznaczało to, że Coupé prowadziło się pewnie i neutralnie, choć nie dawało tej czystej „tylnoosiowej” radości z jazdy jak BMW E9. Ale za to oferowało spokój i przewidywalność — cechy cenione przez kierowców, którzy wybierali ten samochód nie tylko do weekendowych przejażdżek, ale też do codziennego użytkowania.
Niemiecki luksus w lekkim, sportowym sosie
We wnętrzu dominowała elegancja: ciemne drewno na desce rozdzielczej, klasyczne, okrągłe zegary Veglia, duża, wygodna kierownica. Fotele były szerokie, miękkie, zaprojektowane z myślą o dalekich podróżach, a nie torowej agresji.
Audi chwaliło się wtedy, że Coupé S to „salon na kołach”. W katalogach reklamowych często widać było zdjęcia auta zaparkowanego pod alpejskim hotelem lub elegancką willą — miało być symbolem stylu życia, a nie wyścigowej pasji.
Coupé S kontra rywale
W tamtym czasie Audi 100 Coupé S mierzyło się z zupełnie inną ligą: BMW E9 (3.0 CS/CSi), Mercedes W114 Coupé, a nawet droższe coupé od Jaguara czy Opla (Commodore Coupé). Jednak Audi nie szło na otwartą wojnę o sportowy prestiż. Celowało raczej w klienta, który chciał elegancji i komfortu, ale z subtelnym sportowym pazurem.
To trochę jak niemiecki muscle car — ale bardziej w stylu „gentleman driver”, który lubi mieć odrobinę mocy, ale bez potrzeby epatowania.
Produkcję zakończono w 1976 roku, po wyprodukowaniu około 30 000 sztuk. Przez długi czas auta te były zapomniane, często zaniedbywane, traktowane jako mniej wartościowe niż BMW czy Mercedes. Dopiero w ostatnich kilkunastu latach kolekcjonerzy zaczęli dostrzegać ich unikalny styl i rzadkość.
Dziś dobrze zachowany egzemplarz potrafi kosztować kilkadziesiąt, a nawet ponad sto tysięcy euro. W Niemczech powstały dedykowane kluby właścicieli Coupé S, a w Polsce zaczynają pojawiać się pierwsze pieczołowicie odrestaurowane sztuki.
Dlaczego warto zapamiętać ten model?
Audi 100 Coupé S było ważnym kamieniem milowym w historii marki. Pokazało, że Audi może myśleć odważnie, wychodzić poza schemat „praktycznych sedanów” i flirtować z emocjami.
To model, który otworzył drogę dla późniejszych sportowych Audi: Quattro, RS2, RS4… Wszystkie one zawdzięczają Coupé S pierwszy krok w stronę tworzenia samochodów, które potrafią łączyć codzienność z pasją.
Niemiecki buntownik w garniturze
Audi 100 Coupé S to nie tylko samochód — to manifest. Manifest, że w latach 70. można było być eleganckim i odważnym jednocześnie.
Nie potrzebował ogromnych spoilerów ani wyścigowych pasów. Wystarczyła długa maska, smukły dach i klasyczne koła, żeby pokazać światu, że niemiecka motoryzacja potrafi marzyć.
Dziś, patrząc na zadbany egzemplarz Coupé S, widzimy ducha epoki, w której styl i klasa były ważniejsze niż czysta moc. Widzimy odwagę ludzi, którzy chcieli czegoś więcej niż transportu z punktu A do B.
I za to właśnie kochamy ten samochód.