Pickup, który nie wyglądał jak pickup
W połowie lat 80. amerykańska motoryzacja zaczynała przechodzić w nową epokę. Wielkie, pełnowymiarowe trucki wciąż dominowały, ale na horyzoncie pojawiło się coś innego – potrzeba mniejszego, zwinniejszego samochodu, który połączyłby funkcjonalność ciężarówki z prowadzeniem zbliżonym do osobowego auta. Jeep Comanche był odpowiedzią na tę zmianę.
I zrobił to w sposób, który dziś wydaje się wręcz ahead of its time.
W przeciwieństwie do klasycznych pick-upów F-150 czy Silverado, Comanche korzystał z konstrukcji znanej z Cherokee XJ – monocoque z ramą pomocniczą, lekką, sztywną, nowoczesną. To sprawiało, że prowadził się bardziej jak długa wersja SUV-a, niż jak typowy truck. Wersja Laredo dodawała do tego jeszcze nutę elegancji – chromy, bogatsze wnętrze, zaprojektowane tak, by kierowca czuł, że siedzi w samochodzie, nie w narzędziu pracy.
Amerykański pickup o europejskich manierach
To właśnie konstrukcja nadwozia była największą siłą Comanche. Jeep – wtedy jeszcze w rękach AMC – zbudował go na bazie kultowego Cherokee XJ, który już wtedy zdobywał opinię jednego z najlepiej prowadzących się SUV-ów na rynku. Pickup dziedziczył więc tę samą logikę: sztywne nadwozie, świetne proporcje i wyważenie, które dawało komfort i panowanie nad autem nawet przy wyższych prędkościach.
W tamtych czasach to był ruch niemal rewolucyjny. Pickupy były ciężkie, toporne, stworzone do pracy. Comanche natomiast był samochodem dla kogoś, kto potrzebował przestrzeni ładunkowej, ale nie chciał rezygnować z komfortu codziennej jazdy. To była filozofia, którą amerykańska motoryzacja w pełni zrozumiała dopiero po latach – gdy powstały współczesne midsize trucki.
Silniki, które nadawały mu charakter
Najbardziej zapamiętywaną jednostką Comanche jest bez wątpienia 4.0 R6, jedna z najlepszych konstrukcji AMC, znana z legendarnej trwałości. Moc na poziomie około 173 KM, wysoki moment obrotowy i charakterystyczne, mięsiste brzmienie sprawiały, że pickup był szybki i przewidywalny.
Jednak w latach 80. dostępne były także mniejsze jednostki – czterocylindrowe, oszczędniejsze, bardziej europejskie w charakterze. Laredo najczęściej kojarzony jest z silnikami mocniejszymi, ale nie to było w nim najważniejsze. Jego siła wynikała z harmonii.
Comanche potrafił jechać jak osobówka, ale kiedy trzeba było – wjeżdżał tam, gdzie konkurencja nie miała odwagi zaglądać.
Napęd 4×4, który był po prostu Jeepem
Wersja Laredo mogła występować z klasycznym napędem Command-Trac lub bardziej zaawansowanym Selec-Trac, z możliwością dołączania napędu w zależności od warunków. Jeep nie eksperymentował tutaj z półśrodkami – dał Comanche to, co potrafił najlepiej: solidny układ napędowy, który wywodził się w prostej linii z tradycji terenowej marki.
Co istotne, Comanche występował też w odmianie RWD, co czyniło go bardziej wszechstronnym i przyjemnym do codziennej jazdy. Ta różnorodność sprawiła, że samochód mógł być jednocześnie miejskim pickupem, narzędziem pracy i lekkim terenowcem.
Laredo – szczypta luksusu w erze surowości
Wariant Laredo był tym, co nadawało Comanche bardziej osobisty charakter. Zamiast surowego wnętrza znanego z podstawowych wersji, otrzymywałeś lepsze materiały, wygodniejsze fotele, chromowane akcenty i wykończenia, które sprawiały, że człowiek czuł się mniej jak kierowca ciężarówki, a bardziej jak użytkownik dobrze wyposażonego samochodu osobowego.
To była próba stworzenia pick-upa, który może być stylem życia – nie tylko narzędziem.
Historia, która urwała się za wcześnie
Comanche miał ogromny potencjał, ale trafił na moment trudnych przemian. Pod koniec lat 80. AMC walczyło o przetrwanie i ostatecznie zostało przejęte przez Chryslera. Marka Jeep miała już wtedy w ofercie modele bardziej dochodowe, a Comanche zaczął niebezpiecznie konkurować z Dodge Dakota.
Produkcję zakończono w 1992 roku, zostawiając po sobie samochód, który mógł stać się początkiem zupełnie nowej ery lekkich pickupów w USA.
Dziś Comanche jest jednym z najbardziej niedocenionych modeli Jeepa. Ci, którzy go mieli, wspominają go z zaskakującą czułością. Ci, którzy go nie mieli — dziwią się, że marka stworzyła coś tak nowoczesnego zanim rynek w ogóle był na to gotowy.
Współczesny urok zapomnianego klasyka
Jeep Comanche Laredo wraca dziś w rozmowach kolekcjonerów i miłośników klasyków z jednego głównego powodu: to samochód, który nie miał wad epoki, w której powstał.
Był wygodny, lekki, praktyczny i świetnie wyglądał.
Był po prostu sobą — i dlatego dziś wydaje się bardziej aktualny niż wiele aut, które powstały później.
W erze współczesnych midsize pickupów każdy z nich — Tacoma, Ranger, Colorado — ma w sobie trochę Comanche. Tylko mało kto o tym wie.