motoartsci

Szukasz unikatowych klasyków do licytacji?

Skontaktuj się z nami, a doradzimy gdzie ich najlepiej szukać.

Szukasz unikatowych klasyków do licytacji?

Skontaktuj się z nami, a doradzimy gdzie ich najlepiej szukać.

Saab – marka dla tych, którzy nigdy nie chcieli być tacy jak wszyscy

Od samolotu do samochodu

Historia Saaba zaczyna się w świecie, w którym nikt nie spodziewał się samochodów. Svenska Aeroplan Aktiebolaget – producent myśliwców – po wojnie musiał znaleźć nową drogę. Lotnictwo w czasach pokoju nie wystarczało, a inżynierowie mieli w rękach wiedzę o aerodynamice, lekkich konstrukcjach i bezpieczeństwie. Postanowiono wykorzystać to w zupełnie nowej dziedzinie. Tak powstał Saab 92 – w 1949 roku. Mały, zielony jak wojskowy sprzęt, z nadwoziem opływowym niczym skrzydło. Nie było w nim miejsca na chrom i ozdoby. Była prostota, funkcja i coś, co wyróżniało go na tle konkurencji – projekt wykonany w tunelu aerodynamicznym.

Rajdy i legenda Erika Carlssona

Szybko okazało się, że te dziwne, małe auta z Trollhättan potrafią więcej niż tylko wozić ludzi po zasypanych śniegiem drogach Szwecji. W latach 50. i 60. Saab z modelem 96 ruszył na rajdy, a jego kierowca Erik Carlsson – przez fanów nazywany „Carlsson na dachu” – stał się legendą. Dlaczego na dachu? Bo słynął z tego, że przewracał swoje Saaby, a potem w magiczny sposób je stawiał i jechał dalej. Wygrał Rajd Monte Carlo w 1962 i 1963 roku, udowadniając, że samochody z dwusuwowym silnikiem mogą rywalizować z dużo mocniejszymi rywalami. To był moment, gdy Saab zyskał swoją tożsamość: marka odważna, nietuzinkowa i skuteczna.

Technologia z kokpitu

Saab nigdy nie robił samochodów jak inni. Gdy inni stawiali na prestiż, on stawiał na funkcjonalność. Stacyjka na tunelu środkowym zamiast pod kierownicą – dla bezpieczeństwa kolan. Kokpity projektowane jak w samolotach, z zielonym podświetleniem zegarów, które mniej męczyły oczy podczas nocnej jazdy. System Night Panel, który wygaszał zbędne wskaźniki, by zostawić tylko prędkość – rozwiązanie inspirowane awioniką. Do tego seryjne podgrzewane fotele w latach, gdy konkurencja nawet nie myślała o takich detalach. Saab traktował kierowcę jak pilota, a samochód jak maszynę, która musi działać niezawodnie w każdej sytuacji.

Rewolucja turbo

W 1978 roku Saab pokazał światu model 99 Turbo. To nie był pierwszy samochód z turbodoładowaniem, ale pierwszy, który uczynił z tego rozwiązania coś codziennego i praktycznego. Turbosprężarka nie miała już tylko służyć wyścigom – Saab pokazał, że może sprawić, iż zwykły silnik da kierowcy frajdę i elastyczność, a przy tym nie będzie paliwożerny jak V8 z Detroit. To był początek mody na turbo w samochodach cywilnych. W latach 80. i 90. każdy fan motoryzacji wiedział, że Saab i turbo to synonimy. Model 900 Turbo stał się ikoną, a jego charakterystyczna, zakrzywiona przednia szyba i linia nadwozia do dziś są rozpoznawalne.

Saab 900 i 9000 – złote lata marki

Saab 900 był kwintesencją filozofii firmy: dziwaczny, praktyczny, wygodny i pełen charakteru. Wersje Turbo cieszyły się uwielbieniem w USA, gdzie Saab stał się ulubioną marką profesorów, architektów i ludzi, którzy nie chcieli jeździć BMW ani Mercedesem. Potem przyszła współpraca z Fiatem i model 9000 – luksusowy liftback, który wprowadził Saaba do wyższej ligi. To właśnie wtedy marka zaczęła być traktowana jak poważny gracz, a nie tylko szwedzka egzotyka.

Viggen – hołd dla lotnictwa

Pod koniec lat 90. Saab postanowił przypomnieć wszystkim, kim jest. Model 9-3 Viggen był prawdziwym manifestem. Nazwa wprost nawiązywała do myśliwca Saab 37 Viggen, a pod maską siedział turbodoładowany silnik 2.3 o mocy 230 KM. Nie był to samochód doskonały, miał swoje wady, ale stał się legendą – ostatnim prawdziwym Saabem z krwi i kości.

Walka o przetrwanie

Niestety, globalizacja nie była łaskawa. Gdy General Motors przejął markę w latach 90., próbował zrobić z niej coś bardziej masowego. Saaby zaczęły tracić swoją tożsamość, choć wciąż miały fanów. Ostatni akord to lata 2000 i próby ratowania firmy – najpierw przez GM, potem przez Spyker. W 2011 roku produkcja ostatecznie stanęła.

Saab po burzy

Saab nigdy nie był samochodem dla tłumu. Nie próbował kopiować konkurencji, nie gonił za prestiżem ani za modą. Był jak pilot, który woli własną trasę, zamiast lecieć utartym korytarzem. Kiedy inne marki skupiały się na chromie i luksusie, Saab oferował ergonomię, bezpieczeństwo i rozwiązania tak praktyczne, że wręcz ekscentryczne.

W 2011 roku produkcja w Trollhättan zatrzymała się na dobre. Hale ucichły, a taśmy przestały się obracać. Ale każdy, kto kiedykolwiek siedział za kierownicą 900 Turbo czy 9-3 Viggen, wie, że Saab to coś więcej niż logo na masce. To sposób patrzenia na samochód jak na maszynę lotniczą przeniesioną na drogę.

Dziś, gdy mijasz Saaba na ulicy, trudno nie odwrócić głowy. To trochę jak zobaczyć relikt innej epoki – kawałek motoryzacji, która miała odwagę iść pod prąd. I może właśnie dlatego, nawet bez nowych modeli, ta marka wciąż żyje w pamięci kierowców, którzy nie potrzebowali być tacy jak wszyscy.

SZHARE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Szukasz porady w sprawie klasyka? Skontaktuj się z naszą redakcją MotoArtyści.pl

Administratorem Twoich danych osobowych będzie motoartysci.pl. Będziemy przetwarzać Twoje dane osobowe w celu nawiązania z Tobą kontaktu w związku ze złożonym zgłoszeniem. Masz prawo żądania dostępu do treści swoich danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do wyrażenia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania Twoich danych, a także prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w Polityce Prywatności.