motoartsci

Narodziny Barracudy – pierwszy pony car, którego nikt nie zapamiętał

Wszystko zaczęło się 1 kwietnia 1964 roku. Plymouth Barracuda zadebiutowała na rynku na 16 dni przed Fordem Mustangiem, co czyni ją pierwszym pony carem w historii motoryzacji – choć to Mustang zawładnął wyobraźnią Amerykanów i zyskał nieśmiertelną sławę. Barracuda została zbudowana na bazie modelu Valiant – jednego z najważniejszych kompaktów Chryslera – co miało swoje plusy i minusy.

Jej najbardziej charakterystycznym elementem była gigantyczna, jednoczęściowa tylna szyba z pleksi, zaprojektowana przez stylistów w dziale Chryslera pod kierownictwem Elwooda Engela. Była to największa wówczas tafla giętego szkła montowana seryjnie w samochodzie osobowym. Auto wyglądało nowocześnie, ale też bardzo zachowawczo. Ford, zrywając ze stylistyką Falcona, od razu ustawił poprzeczkę wysoko – a Plymouth… po prostu nie nadążył stylistycznie.

Pod maską znalazły się rzędowe szóstki i skromne V8 (273 ci), które jeszcze nie miały tego, czego pragnęli przyszli kierowcy drag stripów. Ale grunt został położony.

1967–1969 – druga generacja i pierwsze objawy muskułów

Druga generacja Barracudy przyniosła zupełnie nowe nadwozie – dostępne jako fastback, coupé i kabriolet. Był to czas, gdy muscle cary zaczynały eksplodować, a Barracuda coraz bardziej łypała w stronę dragstripów. Pod maskę trafiły już silniki V8 318, 340, 383, a nawet – i tu zaczęła się prawdziwa legenda – 426 HEMI.

W 1968 roku powstało 70 egzemplarzy Barracudy HEMI Super Stock, zbudowanych tylko do jednego celu: dominacji na ćwierć mili. Miały aluminiowe panele nadwozia (tzw. A990 lightweight body), prymitywne, ale skuteczne zawieszenie i 426 HEMI o mocy ponad 425 KM, który w praktyce generował więcej. Te auta nie były dostępne w salonach – trafiały w ręce specjalistów od drag racingu jak Sox & Martin. Do dziś są to jedne z najbardziej pożądanych Barracud na aukcjach – i prawdziwe potwory.

Trzecia generacja (1970–1974) – narodziny legendy: ’Cuda

Rok 1970 to przełom. Powstała zupełnie nowa Barracuda na platformie E-Body (bliźniaczej z Dodge Challengerem). Nowe nadwozie było niskie, szerokie i drapieżne, z ostrą linią, potężnymi błotnikami i charakterystycznymi detalami jak wycięcia na błotnikach czy agresywny pas przedni. To był moment, w którym Barracuda przestała się bawić i zaczęła walczyć.

Wersje silnikowe stały się spektakularne:

  • 225 Slant-6 – wersja podstawowa, dziś zapomniana.
  • 318, 340, 360, 383, 400, 440 ci – cała gama Chryslerowych V8.
  • 426 HEMI – top of the top. Tylko 652 sztuki z tym silnikiem powstały w latach 1970–71.

Wersje ’Cuda i AAR (All American Racers) wyróżniały się agresywnymi dodatkami – wlotami na masce (shaker), lakierami typu „High Impact Colors” (Sassy Grass, Lemon Twist, Plum Crazy), spoilerami, pasami. Były szybkie, groźne i niegrzeczne.

’Cuda 426 HEMI rozpędzała się do 100 km/h w 5,6 sekundy i kończyła ćwierć mili w nieco ponad 13 sekund. To były osiągi supersamochodu, który można było kupić w salonie.

Czas upadku – 1973–1974 i koniec ery

Kryzys paliwowy, zmiany norm emisji, wzrost składek ubezpieczeniowych i rosnąca niechęć do muscle carów zabiły Barracudę. W 1974 roku zakończono produkcję. Pomimo spadającej sprzedaży i zaostrzonych regulacji, Barracuda do końca pozostała autem, które nie szło na kompromisy – i właśnie dlatego dziś jest tak kochana przez kolekcjonerów.

Warto dodać, że żadna Barracuda nie była oferowana jako kabriolet po 1971 roku, a wersje AAR i HEMI są dziś tak rzadkie, że osiągają ceny przekraczające 3 miliony dolarów. Zwłaszcza oryginalne egzemplarze z dokumentacją i małym przebiegiem.

Underdog z siłą legendy

W przeciwieństwie do Mustanga czy Chargera, Barracuda nie była ulubienicą Hollywood. Może dlatego, że była zbyt niepokorna i zbyt brutalna? Pojawiła się jednak w kilku filmach – m.in. Nash Bridges, Phantasm czy The Mod Squad – a także w grach (np. Driver czy Need for Speed).

Ale Barracuda była autem dla tych, którzy chcieli jeździć pod prąd. Dla tych, którzy nie chcieli Mustanga jak sąsiad. Miała w sobie coś z samotnego wojownika – i to do dziś czyni ją wyjątkową.

Czy powróci?

Od lat krążą pogłoski, że Stellantis (właściciel marki Dodge) rozważa powrót Barracudy – tym razem jako nowoczesnego EV lub muscle cara nowej ery. Mówi się nawet o Dodge e-Barracuda. Czy to się wydarzy? Tego nie wiemy. Ale legenda Barracudy żyje – i zasługuje na to, by opowiadać o niej z pełnym szacunkiem.

Plymouth Barracuda to jeden z najbardziej niesłusznie zapomnianych muscle carów, a jednocześnie auto, które daje jedną z najbardziej autentycznych historii o buncie, sile i amerykańskim śnie. Zbudowana w cieniu Mustanga, żyjąca dla chwili, stworzona, by ryczeć i zostawiać czarne pasy na asfalcie – Cuda is not dead. It’s just waiting.

SZHARE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Szukasz porady w sprawie klasyka? Skontaktuj się z naszą redakcją MotoArtyści.pl

Administratorem Twoich danych osobowych będzie motoartysci.pl. Będziemy przetwarzać Twoje dane osobowe w celu nawiązania z Tobą kontaktu w związku ze złożonym zgłoszeniem. Masz prawo żądania dostępu do treści swoich danych osobowych, prawo do ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do wyrażenia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania Twoich danych, a także prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w Polityce Prywatności.