Były jak dwaj kuzyni: podobni z zewnątrz, ale z zupełnie innym temperamentem. Obaj urodzeni w gorących latach 70., zaprojektowani przez najlepszych włoskich stylistów, wyposażeni w centralnie umieszczone silniki i rzuceni na rynek, który marzył o niedrogim sporcie. Dziś są już zapomnianymi bohaterami – ale ich historia to małe arcydzieło włoskiej szkoły motoryzacyjnej. Oto Fiat X1/9 i jego bardziej powściągliwy, ale ambitniejszy krewny – Lancia Scorpion.
Narodziny idei – włoski sport dla mas i dla znawców
Fiat X1/9 był dzieckiem rewolucji. Narodził się z potrzeby zastąpienia wysłużonego Fiata 850 Spider i podania sportu w przystępnej formie. Bertone, z Marcello Gandinim na czele, stworzył sylwetkę inspirowaną prototypem Autobianchi Runabout. Auto było lekkie, małe i zwinne – jak gokart na drogę. Oferowało zabawę z jazdy, której nie dawał żaden konkurent w tej klasie.
Lancia Scorpion (znana w Europie jako Montecarlo) miała inne ambicje. Miała być bardziej poważna – niemal kieszonkowym Ferrari. Zaprojektowana przez Pininfarinę, powstała pierwotnie jako propozycja dla Fiata, ale ostatecznie trafiła pod skrzydła Lancii. Była większa, bardziej dostojna, z wnętrzem przypominającym GT, a nie miejskiego wojownika. Do USA przybyła jako Scorpion – z mniejszym silnikiem i modyfikacjami wymaganymi przez lokalne przepisy.
Technika i serce – blisko, ale inaczej
Fiat X1/9:
- Silnik: 1.3 l (później 1.5 l), 4-cylindrowy SOHC
- Moc: od 75 do 85 KM
- Napęd: na tylne koła, silnik centralny poprzeczny
- Zawieszenie: niezależne na wszystkich kołach
- Masa: ok. 880 kg
- Skrzynia: 4- lub 5-biegowa manualna
- Hamowanie: tarcze na wszystkich kołach
Lancia Scorpion (Montecarlo):
- Silnik: 1.8 l DOHC (USA: 1.756 cm³, 81 KM)
- Napęd: również centralny, ale podłużny montaż silnika
- Zawieszenie: McPherson przód, kolumny z tyłu
- Masa: ok. 1 050 kg
- Skrzynia: 5-biegowa manualna
- Hamulce: tarcze, początkowo zbyt agresywne (problemy z blokowaniem przodu)
Choć oba miały silniki z palety Fiata, Scorpion był bardziej poważny – z większym DOHC, a także lepszym wyposażeniem i wyższą ceną. Mimo to, nie był szybszy w odczuciu – cięższy, z mniej finezyjnym zawieszeniem, gorzej rozłożonym ciężarem. X1/9, choć słabszy, dawał poczucie lekkości i precyzji prowadzenia.
Za kierownicą – sport czy styl?
Fiat X1/9 prowadzi się jak gokart. Krótkie przełożenia, precyzyjny układ kierowniczy, niska masa i świetne wyczucie drogi czynią go prawdziwą maszyną do zabawy. To auto nie straszy – pozwala każdemu poczuć się jak kierowca wyścigowy, nawet na zwykłej drodze.
Lancia Scorpion gra inną melodię. To bardziej „małe GT” niż „rasowy sportowiec”. Wnętrze jest bardziej dopracowane, komfort lepszy, a prowadzenie – bardziej stabilne przy wyższych prędkościach. Ale to auto potrzebuje kierowcy z wyczuciem. Pierwsze wersje miały zbyt czułe hamulce, a w zakrętach brakowało tej bezpośredniości X1/9.
X1/9 zdobył serca tysięcy Amerykanów – sprzedawany jako „baby Ferrari”, z targa-topem i sylwetką przyciągającą spojrzenia. Mimo że nie był demonem prędkości, zaskarbił sobie miano jednego z najfajniejszych małych sportowców lat 70. i 80.
Scorpion nigdy nie zrobił takiej kariery. W USA sprzedawano go tylko przez dwa lata (1976–77), a rygorystyczne normy emisji i bezpieczeństwa sprawiły, że silnik 1.8 l dławił się pod restrykcjami. W Europie Montecarlo miał więcej swobody – z czasem pojawiły się wersje Turbo, a nawet udział w wyścigach (np. grupa 5).
Dziś – kolekcjonerski renesans
Ceny X1/9 są nadal przystępne, choć najładniejsze egzemplarze z Bertone (późniejszej serii) osiągają już solidne sumy. To świetne auto na wejście do świata klasyków z centralnym silnikiem.
Scorpion jest rzadszy, trudniejszy w serwisie, ale ciekawszy kolekcjonersko – zwłaszcza europejskie Montecarlo w wersji Turbo. Coraz częściej trafia na listy życzeń pasjonatów włoskiego designu i motorsportowych smaczków.
Brat i siostra o innym charakterze
Fiat X1/9 to uśmiech. Radość. Bezpośredni kontakt z drogą, gokartowy duch, dostępny sport dla każdego. Lancia Scorpion to zamyślony brat – z ambicją, z klasą, ale też z bagażem kompromisów. Jeden chce bawić się na serpentynach, drugi marzy o włoskich autostradach nocą.
I właśnie dlatego ten pojedynek jest tak fascynujący. Bo nie chodzi tylko o dane techniczne. Chodzi o duszę. A te dwie – choć włoskie – grają zupełnie inną muzykę.